Forum Koty- śliczne cudeńka Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Zły weterynarz krzywdzi zwierzęta.!
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Koty- śliczne cudeńka Strona Główna -> Zdrowie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Sob 12:11, 25 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Weterynarz, tak jak lekarz ludzki, powinien być tylko z powołania.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 18:15, 25 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Tak , tylko niestety nie zawsze tak jest Sad
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 21:11, 25 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Czasem weterynarz krzywdzi zwierzęta a czasem im pomaga :Sad:
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 9:35, 26 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

To wiadome Mr. Green ! Ja osobiście oddaję do leczenia moje zwierzaki tylko u jednego, zaufanego weta Mr. Green
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 13:25, 26 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Ja znam dwóch zaufanych , więc moge jak jednego nie będzie pójść do drugiego.
Powrót do góry
macavi
Administrator



Dołączył: 23 Lis 2006
Posty: 1438
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 7:08, 26 Mar 2007    Temat postu:

UWAGA!
to jest szkodliwy link, nie klikać!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 19:17, 26 Mar 2007    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

A ja będe chozić do jednego bo akurat takiego mam zaufanego
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 21:01, 23 Sie 2008    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Właśnie wróciłam z urlopu i dowiedziałam się, że ukochany kot mojej mamy i ulubieniec całej rodziny nie żyje. jestem tak zszokowana, że nie mogę się pozbierać. Przed moim wyjazdem Bonifacy był zupełnie zdrowy.
Otóż moja mama zauważyła u Kotka jakieś charczenie w nosku. Udała się do weterynarza na Centralną- przyjmował Bakowski. Kot był coraz słabszy, nie miał apetytu, ciężko oddychał. Doktor zaaplikował 4 zastrzyki i zmierzył temperaturę. Stwierdził, że to nic poważnego. Powiększone węzły, niewielka gorączka. Mama i moja siostra, która jej towarzyszyła, miały przywieźć Bonifacego do kontroli za dwa dni. Diagnoza wydała się wiarygodna, gdyż kiciuś rzeczywiście wyglądał na przeziębionego. W domu jednak okazało się, że ze zwierzątkiem jest coraz gorzej. Coraz ciężej oddycha, słabnie z godziny na godzinę. Mama udała się więc z kotem na Centralną ponownie tego samego dnia wieczorem. Doktor potraktował nas oschle. Rzucił tylko okiem na kota i stwierdził, że leki przecież nie zaczęły jeszcze działać. Nie zważał na to, co się do niego mówi: że kotu znacznie się pogorszyło i ledwie oddycha. Odesłał mamę z kwitkiem i kazał wrócić za dwa dni, jak zadecydował wcześniej i nawet nie zbadał cierpiącego zwierzątka.
Boniu cierpiał całą noc. Dusił się, łapał powietrze jak ryba, nie potrafił już
załatwić potrzeb fizjologicznych w kuwecie tylko siusiał pod siebie… A
lekarstwa doktora Bakowskiego nie zaczynały działać... Następnego dnia mama znów pojechała na Centralną. Wciąż ufała Bakowskiemu...
Tym razem lekarz zauważył, że zwierzę jest w bardzo złym stanie. Stwierdził, że infekcja poszła dalej i zaaplikował Bonifacemu kolejne 4 zastrzyki.
Asystująca mu młoda lekarka nieśmiało zauważyła, że kot ma chyba wodę w płucach... Lekarz wbił więc kotu wielką igłę w okolicę płuc i ściągnął płyn.
Ten zabieg sprawił, że prawie nieprzytomny kot dostał spazmów, zaczął się rzucać, skakać, wyć... Mama i siostra próbowały ingerować, mówiąc, żeby może
go zbadać, prześwietlić, zastosować jakieś inne leczenie, skoro to nie
skutkuje... Zostały jednak zbyte, potraktowane z ironią, bo przecież się nie znają. Miały wziąć kota i iść. Tymczasem Bonifacy po zabiegach zastosowanych przez Bakowskiego wpadał w agonię- z wielkim trudem łapał oddech, krztusił się. Mama i siostra błagały o pomoc, ale lekarz kazał im opuścić gabinet.
Udało się kota donieść do samochodu, w którym po kilku minutach straszliwych cierpień, spazmów i nie dającego się opisać płaczu umierającego kota nasz przyjaciel odszedł... Jednak jeszcze zanim nadszedł koniec, gdy mama tuliła rzężące ciałko, siostra wróciła do kliniki po lekarza. Powiedziała, że musi przyjść do kota, do auta. Lekarz, owszem, przyszedł (akurat stał przed wejściem do kliniki) i oschłym
głosem zapytał, czy kot zdechł. Rzeczywiście, kotek już nie żył. Lekarz wziął go wtedy jak worek i zabrał do gabinetu. Mama i siostra były w takim szoku i rozpaczy, że nie potrafiły reagować. Lekarz zrobił szybką sekcję zwłok i oznajmił, że i tak nic nie mógł zrobić, bo kot miał nowotwór płuc i tyle. Siostra zadała jeszcze przez łzy pytanie, dlaczego więc nie postawił prawdziwej diagnozy wczoraj, dlaczego nie zbadał kota, nie prześwietlił, ale nie usłyszała odpowiedzi… Ciałko Bonifacego zostało w lecznicy... Zadaję sobie pytanie- czy kot rzeczywiście miał raka? Czy też może źle leczona infekcja i zupełny brak zainteresowania cierpieniem Bonifacego doprowadziły do Jego śmierci? Tak żałuję, że mnie nie było w Krakowie, bo już po pierwszej, tak nieskutecznej wizycie na Centralnej wzięłabym kota do innego lekarza...
Niestety, my już nic nie możemy zrobić, ale bardzo pragniemy przestrzec innych przed taką tragedią, jaka spotkała naszą rodzinę...
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 8:43, 24 Sie 2008    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Bardzo Wam współczuję Crying or Very sad Crying or Very sad Crying or Very sad
Niestety, szarlatanów nie brakuje także wśród weterynarzy Evil or Very Mad
Proponuję pójść z tym do gazety, bo niestety skarga do Izby Weterynaryjnej chyba nic nie da. Taka sama klika jak w przypadku ludzkich lekarzy Sad Ale do gazety chyba warto z czymś takim iść, żeby ostrzec innych ludzi.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 19:34, 24 Sie 2008    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Brak słów...

Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Nie 19:38, 24 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ola*
Administrator



Dołączył: 08 Lip 2006
Posty: 635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Giżycko

PostWysłany: Śro 15:13, 27 Sie 2008    Temat postu:

Straszne...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Koty- śliczne cudeńka Strona Główna -> Zdrowie Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Możesz usuwać swoje posty
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin