Forum Koty- śliczne cudeńka Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Galeryjka moich kotów
Idź do strony 1, 2  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Koty- śliczne cudeńka Strona Główna -> Nasze Koty
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Sob 8:36, 14 Paź 2006    Temat postu: Galeryjka moich kotów Zmień/Usuń ten post

Oto moje koty:

Bussy Księżniczka (pers)




Kiciek Gadacz Baryłeczka (przbłęda, nie ma łapki)




Szejko nad Szejkami


Powrót do góry
Ola*
Administrator



Dołączył: 08 Lip 2006
Posty: 635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Giżycko

PostWysłany: Sob 18:42, 14 Paź 2006    Temat postu:

Sliczne masz kociaczki.Ja również mam rudą persiczke i kocura dachowca. A może napisz coś więcej o sobie i twoich pupilach Smile Wogule to witam serdecznie

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Sob 19:13, 14 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Proszę bardzo.

SZEJKO


Będzie o Szejku nad Szejkami.

Szejko trafił do nas ze schroniska na warszawskim Paluchu. Przywiózł go mój mąż. Uznaliśmy, że po śmierci Ritki, trzeba wziąć następnego kota. Miał to być angielski niebieski, ale już zostały wydane ze schroniska, więc kolej była na Szejka. Mężowi bardzo się spodobał. Duży, czarnobiały, z długim ogonem, ukośnymi oczkami i dumny jak paw, no taki prawdziwy kocur. Całą drogę do domu przesiedział w kociej klatce. Darł się w niebogłosy, ale mój Marsjanin trochę głuchawy, więc nie zwracał uwagi na kocią muzykę. Za to w domu, po wypuszczeniu z klatki, wprawił nas w zdumienie. Bez żadnego lęku rozpoczął wędrówkę po pokojach, kuchni, łazience. Obwąchał każdy kąt, po czym z dumnie wyprostowanym ogonem przeszedł się po dużym pokoju i wskoczył mi na kolana, wtulił główę między moją rękę a bok i spokojnie się ułożył. Pierwszą noc też spędził z nami w łóżku, w nogach. Szybko też próbował zaprzyjaźnić się z Bussy, ale Księżniczka tylko na niego syczała i warczała. No więc wymyślił sobie inną zabawę i czasem chowa się za róg, i czeka na Bussy. Potem już tylko atak i koci wrzask na pół osiedla. Teraz Cami rozgania koty szczekając, ale wcześniej robił to Rolf i Gaya.
Generalnie Szejko nie przejmuje się niczym. Sypia sobie w różnych miejscach. Na kanapie, fotelu, na łóżku w sypialni, na posłankach ułożonych na parapetach, po prostu tam gdzie chce. W kuchni chodzi po stole, gdy czeka na jedzonko, wodę pije tylko z kranu. Latem wygrzewa się na balkonie na krzesełku i gdy mnie widzi, wita cichutkim miauczeniem. Bardzo lubi otwierać dolne szafki w kuchni i w regale w pokoju. Ale nie broi. Gdy tylko usiądę, zaraz to wykorzystuje i wskakuje mi na kolana, uwielbia wtulać się we mnie i pomrukiwać. Gdy wracam do domu ze spaceru, on pierwszy siedzi pod drzwiami. Wita mnie ocierając się o mnie i wychodzi na korytarz. Czasem paraduje dumnie po korytarzu, a czasem schodzi pietro niżej pod drzwi Basi wetki.
Działka natomiast jest jego królestwem. Wałęsa się po niej całe dnie i noce. Poluje nieustannie na myszy, nornice, jaszczurki, czasem krety. W upalne dni wyleguje się pod krzaczkami, w ich cieniu. Gdy jest zmęczony, wskakuje na posłanko ułożone w saloniku na górze sosnowego kredensu. Ale zawsze wykorzystuje moment, gdy usiadę na chwilę. Od razu wskakuje mi na kolana. Potarfi też przesypiać ciepłe noce na werandzie na stole. Ułożyłam tam miękki kocyk, ktory bardzo przypadł mu do gustu. I tak jak pozostałe nasze koty, wychodzi z domu kiedy chce i wraca też kiedy chce, choćby o drugiej w nocy drapie w drzwi, by mu je otworzyć.
Szejko pomimo swojej ogólnej odwagi i pewności, jest jednak takim małym tchórzem. Bardzo ostro i lękliwie reaguje na kżady ostry dźwięk czy nagły ruch. Ucieka wtedy w panice, przerażony. Po chwili jednak staje i nasłuchuje, a potem wraca do swych zajęć.
Jeśli nie poluje akurat i jest w domu, to zawsze blisko mnie, tak jak Kiciek, Bussy i Cami. Czasem towarzyszy mi w pracach polowych, przy pieleniu grządek.
Ostatnio Szejko wymyślił sobie, że będzie spał pod kołdrą. Pakuje się tam, układa przy moich nogach i mruczy. Czasem też bawi się ze mną w gonitwy po mieszkaniu. On udaje, że ucieka, a ja udaję, że go gonię. Szejko nie należy do kotów, które gadają. Jednak od czasu, gdy mieszka z nami Kiciek, Szejko więcej miauczy, a raczej mówi. Czasem nawet bardzo głośno. Kocia mowa jest szczególna. Bogata w różne dźwięki, które informują mnie o stanie ducha moich kotów. Ja też do nich mówię i mam wrażenie, że bardzo dobrze się rozumiemy. Laughing Laughing Laughing
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 19:19, 14 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Napiszę teraz o kociczce perskiej Bussy. Księżniczka Bussy.
Wyobraźcie sobie drobną, 4. letnią dziewczynkę blondyneczkę z niebieskimi oczkami, okrągłą buźką, z różowymi kokardkami we włosach. Ta śliczna blondyneczka stoi sobie w drzwiach salonu, jest zaspana, mruży oczka, delikatnie się uśmiecha, a Wy macie niesamowitą ochotę przytulić to maleństwo i ogrzać ramionami. To maleństwo to Bussy, z tą różnicą, że jest rude i ma brązowe oczka, no i nie ma kokardek. Ach no i jest to KOT.
Kiedy patrzę na Bussy stojącą w progu pokoju, wiem że ma ochotę przyjśc do mnie. Wyciągam do niej ręce, ciepło wołam, ale ona przychodzi tylko po to by mnie obwąchać, nie wsakakuje na moje kolana. Bardzo nie lubi byc przytulana. Głaskać pozwala się tylko przez chwilę. Pers, to taka rasa kotów, która mocno przywiazuje się do właściciela i nie znosi jego zmian, a w każdym razie bardzo to przeżywa. Bussy miała pecha, bo często przebywała u różnych ludzi, gdyż jej właściciele często wyjeżdżali. Gdy trafiła do nas, była szalenie nieufna. Czekaliśmy rok na pierwsze oznaki przyjaźni z jej strony. A pojawiły się wtedy, gdy zrozumiała, że gdy my wyjeżdżamy, ona także, jest zawsze z nami. Wyjazd oznacza jedynie zmianę miejsca z Warszawy na wieś. Teraz Bussy, gdy jedziemy samochodem nie siedzi w klatce, tylko na przednim fotelu pasażera i spokojnie sobie tam śpi, a gdy dojeżdżamy do naszego wiejskiego domu, pierwsza staje w oknie i wyskakuje z samochodu. Dla niej posadziłam kocimietkę pod domem, by mogła tam się wylegiwać w słoneczku. Lubi też siadać w otwartym oknie i oglądać świat.
W którymś momencie zauważyłam, że Bunia posikuje często i okazało się, że ma kamyczki w nerkach i stan zapalny. U lekarza była wspaniałym kotem, pozwalała sobie robić kroplówki, zastrzyki, nawet nie miauknęła. Gdy poczuła się lepiej zaczęła przychodzić do mnie, ocierać się. Zrozumiałam, że dziękuje mi za wyleczenie. Od tego momentu Busieńka zaczęła też ze mną rozmawiać. Maiuczy jak nie ma jedzonka w miseczce, miauczy gdy kuweta jest brudna, gdy chce się pobawić, gdy chce abym ją podrapała za uszkiem, pod brudką, u nasady ogona. Gdy ja siadam na kanapie i ogladam telewizję, a inne koty są przy mnie, ona także przychodzi. Siada jednak w drzwiach lub kładzie się w progu i tak pozostaje. Zapewne nigdy nie usiądzie mi na kolanach, ale cóż, ja to rozumiem, jej nieufność jest jeszcze ogromna.
Do dzisiaj Bunieczka nie znosi się czesać. Warczy na mnie, gryzie, próbuje uciekać. Ja się śmieję z tego zachowania, bo nic innego mi nie pozostało. Muszę ją czesać, ma długi włos, który szybko tworzy kołtuny, a do tego zagrożeniem są kule z włosów w przewodzie pokarmowym. Na działce muszę częściej ją czesać, bo we włosach ma wtedy różne listki, kamyczki, trawki, patyczki. Wymyślam różne podstępy, by ją złapać na czesanie, bo ona zawsze wyczuwa moje zamiary.
Na działce Bussy zachowuje się jak pies. Zawsze wszystko musi obwąchać, obejść. Gdy ja wychodzę, ona siada na kamieniach, żegna mnie i czeka na mnie. Miauczy na mój powrót i przybiega do mnie. Często też siada na dachu samochodu i obserwuje okolicę, albo śpi. Czasem gania się z nami wokół domu, figlarnie wyglądając zza rogu, czy aby nie biegniemy jej złapać. Ucieka wtedy z ogonem uniesionym do góry, cała szczęśliwa i znów chowa się za następnym rogiem. Czasem wychodzi za ogrodzenie i rozkłada się pod lipą sąsiadów. Gdy ją wołam, miauczy informując mnie, że sobie wygodnie leży w cieniu drzewa.
Wodę Busieńka pije tylko bieżącą, z kranu. Musi stale kapać, bo inaczej jest awantura.
Jak na Księżniczkę przystało, Bussy zawsze nosi się dumnie, czysto. Każde dotknięcie jej kończy się lizaniem futerka, jakby chciała powiedzieć "Nie dotykaj mnie, bo wybrudzisz mi futerko". Głaskać też pozwala się tylko raz czy dwa, bo więcej to za dużo, a spoufalanie się z domownikami jest w złym guście. Wrzeszczy, gdy się coś jej nie podoba, a robi to tak wymownie, że lepiej od razu wykonać je polecenie, bo inaczej można ogłuchnąć.
A mimo to kochamy ją bardzo, jest naszym kocim pupilkiem, rudym pupilkiem.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 19:25, 14 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Koty to taki specyficzny dział w naszym domu.
Po śmierci mojej mamy, która była z nami bardzo blisko, mój mąż nagle któregoś dnia powiedział, że chce mieć kota. No to ja nic nie myśląc, a będąc akurat w przychodni weterynaryjnej, zgadałam się z jedną panią, co miała kociaki na sprzedaż, że jedna kiciulka trafi do nas. I tak przyszła Ritka. Czarnobiała koteczka, wychowywana przez boksera Rolfa i pana, co z nią uwielbiał sypiać na fotelu. Ritka i Rolfek zawsze byli z nami i spali też w naszym łóżku. Potem mój mąż powiedział, że chce rudego kota. No to moja wetka Basia, jak jeszcze pracowała w schronisku na Paluchu, oznajmiła mi, że jest ruda kiciulka pers do przygarnięcia. Nazwaliśmy ją Bussy. Bussy to pers z Białorusi. Mieszkała tam z młodymi Amerykanami, którzy stale gdzieś wyjeżdżali i zostawiali kotkę u z najomych. Przez dwa lata swego życia Bussy wiecznie do kogoś wędrowała. Młodzi ludzie przyjechawszy do Polski postanowili zapewnić Bussy lepsze życie i zaczęli szukać nowych opiekunów dla niej. I tak o to rudasek trafił do nas. Pokochałam tę istotkę od razu. Była wylękniona, niepewna. Szybko jednak zapozanła się z całym domem i wprowadzała powoli swoje rządy. Przez pierwszy rok Bussy podchodziła do nas z rezerwą, bo nie wiedziała, czy my też jej u kogoś nie zostawimy. Ale, gdy parę razy pojechała z nami samochodem na działkę, a potem wróciła z nami do domu, to zrozumiała, że nigdzie nie mamy zamiaru jej zostawiać. Od tej pory Bussy, będąc ze mną na działce, zachowywała się jak stróż domu i rodziny. Gdy ja wyjeżdżałam rowerem lub samochodem po zakupy, albo szłam z psami na spacer, ona zawsze mnie odprowadzała do bramy i tam na kamieniach czekała mego powrotu. Zaczęła też bawić się z nami w ganianego. Szczególnie wieczorami, gdy wołaliśmy ją do domu. Uwielbiała ganiać się z moim mężem wokół domu. Ślicznie wtedy wygladała, tak słodko i zadziornie. Wystawiała łebek zza rogu domu i patrzyła na mego męża, co też on teraz zrobi? Gdy tylko ruszał w jej kierunku, ona jak wiatr zmieniała kierunek i leciała na drugą stronę domu. Tak w kółko. Wreszcie postanowiliśmy, że Bussy i Ritka niech sobie wracają do domu kiedy chcą. One to wykorzystywały skrzętnie i wracały o różnych porach nocnych. Tak nam to weszło w krew, że prawdę mówiąc, to z zamkniętymi oczami mogłam wstawać nocą i otwierać im drzwi.
Obie kotki żyły ze sobą bardzo ładnie. Nie wchodziły sobie w drogę, ale lubiły się czasem poganiać. Śmiechu było co nie miara, bo podłogi u nas są z terakoty i jak te baby zaczynały gonitwę, to często lądowały na drzwiach łazienki w długim korytarzu, gdyż hamulce na takiej śliskiej podłodze w ogóle im nie działały.
Na działce natomiast Bussy uwielbiała wchodzić pod podłogę. Gdy była otwarta klapa w kuchni do piwnicy, Bussy niepostrzeżenie wchodziła w przerwę między drewnianą podłogą a ziemią. Pamiętam taki dzień, kiedy kilkanaście godzin jej szukaliśmy, aż usłyszałam w łazience koło kibelka dziwne szurgotanie. Wiedziałam, że to Bunia, ale jak ona się tam dostała? Otwarta klapa wszystko mi wyjaśniła. Ale i tak czekaliśmy następne parę godzin, aż Bussy zdecydowała, że koniec tej podpodłogowej wycieczki i wyszła cała umorusana piachem i jakimś zielskiem. Rita natomiast uwielbiała chadzać po naszym dachu. Właziła tam, ale za nic nie potrafiła zejść. Więc mój mąż ciągle po nią tam się wspinał.
Bussy jako Księżniczka nie poluje na myszy, ale Ritka tak, polowała. Codziennie znosiła mi myszy i jaszczurki do domu. Czasem je zjadała, ale częściej zostawiała je mnie. Wtedy dopiero zrozumiałam, że w każdym wiejskim domu powinien być kot. Do tego Ritka, to była kotka, która stale rozmawiała z nami. O wszystkim! A to, że przyszła z dworu, że jest głodna, że jest zmęczona, że przyniosła myszkę, że teraz położy się spać na poduszce, że nie ma Rolfa, bo poleciał na psie baby. Właśnie ona pierwsza informowała mnie o tym. Uwielbiała Rolfa, spała przy nim i gdy on uciekał z działki, ona przychodziła do mnie i zrozumiałym dla mnie miauczeniem mówiła mi, że Rolfek zwiał.
Niestety Ritka żyła tylko dwa lata, bo wpadała do studni sąsiada na działce. Zanim z córką ją odnalazłyśmy, chodziłam przez dwa dni i ją szukałam. Bussy łaziła cały czas za mną i miauczała. Serce mi się krajało wtedy z rozpaczy. I przyznam się Wam, że bardzo przeżyłam śmierć Ritki. Rozpaczałam jak dziecko.
Po powrocie do domu z działki, mój mąż uznał, że musi być drugi kot w domu, bo inaczej żyć się nie da. Pojechał do Schroniska na Paluchu i przywiózł wielkiego białoczarnego Szejka o skośnych oczach i strasznie długim ogonie. Jak na Szejka przystało, Pan Kocur zadomowił się od razu, pogonił Bussy, zadarł z Rolfem, po czym dumny, z wyprostowanym jak kij ogonem przemaszerował po dużym pokoju. No i powiedzcie, jak takiego kocura nie kochać?
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 19:29, 14 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Szejko jest wspaniałym kotem i bardzo uczuciowym. Lubi być głaskany i pieszczony, ale najlepiej jest mu na moich kolanach. Układa się w kuleczkę, a głowę wciska mi między bok a ugiętą rękę. Drugą ręką obejmuję go całego i tak sobie siedzimy razem. Camisia nawet nie jest zazdrosna. Pozwala Szejkowi na takie spoufalanie się ze mną. Natomiast gdy kładziemy się spać, to Szejko kładzie się między nas, albo mości sobie legowisko w zgięciu nóg. Czasem mruczy, tylko tak cichutko. Ulubionym miejscem Szejka jest też krzesło w przedpokoju, a drugie na balkonie. Gdy przechodzę koło niego, unosi łebek i cichutenko miauczy. Mówi do mnie "Cieplutko mi tutaj, ale pogłaszcz mnie, nie zapominaj o mnie, pogłaszcz." To miauczenie jest zawsze takie samo, w identycznej tonacji i barwie dźwięku. Szejko nie jest gadaczem, raczej swoje uczucie pokazuje ciałem, przytulaniem się, ocieraniem. Ale to taka cicha woda. Często czatuje na Bussy, by ją pogonić i dopaść, troszeczke potarmosić za to śliczne rude futerko, by za chwilę uciec przed zębami Cami, która wkracza od razu w kocią awanturę. Szejko zanim trafił do schroniska był u starszej pani, która ze wzgledu na stan zdrowia go oddała. Był zadbany, czysty i taki odżywiony. W domu, gdy wstaję rano, on pierwszy leci do miski, a właściwie radośnie podskakuje. Czasem nie jestem wstanie wsypać mu chrupek do miseczki, bo on tak natyrczywie się o mnie ociera, że nie mam ruchu. Własciwie zjadł by wszystko. W odróżnieniu od Ritki, on swoje myszy i jaszczurki zawsze zjada, nie zostawia mi nic, łakomczuch taki, a potem i tak leci do miski. Czasem jednak mam wrażenie, że Szejko w życiu przeszedł nie jedno. Boi się nagłych ruchów, stuknięć, szelestów, zaraz ucieka jak oparzony. Bussy i Kiciek tak nie reagują. Wspaniale jednak reaguje na swoje imię. Gdy go wołam, przychodzi zaciekawiony, miauczy, ociera się, wsakuje na stół, bo wie, że zaraz coś dostanie dobrego. No i niestety tak jak Bussy pije wodę tylko z kranu. To zasługa Szejka, że u nas w domu kotom wszystko wolno, włazić wszędzie, być wszędzie. On zawsze z wdziękiem i szarmancją porusza się po domu. No po prostu Szejk i już.
Pomimo tego, że z Bussy czasem prowadzi walki, to jednak oba koty są jakby razem. Udowodniły to wtedy, gdy na naszą działkę przyszedł Kiciek bez Łapki. Przez wiele dni odganiały go, broniły terenu, warczały. Zachowywały się jak psy broniące terytorium. Patrzyłam na to z niedowierzaniem. Przez prawie dwa lata w naszym domu nie było psa. Po odejściu Rolfa i śmierci Gayi, ja nie mogłam znaleźć w sobie ochoty na następnego psa. Ciagle czułam się nie gotowa. Szejko i Bussy jakby to wyczuwali. Zawsze odprowadzali mnie do bramy, potem witali, razem ze mną pielili grządki, byli ciagle przy mnie lub w oddaleniu, ale obserwowali mnie. To może głupie, ale dzięki nim jakoś uporałam się ze śmiercią Gayi i jak zawitała do nas Camisia, mogłam znów otworzyć jej serce. Właśnie dla moich kotów posadziłam kocimietkę. Gnieżdżą się tam, tarzają, wylegują, wąchają, a kocimietka wcale gorzej nie rośnie, nie łamie się, nie muszę jej ochraniać, bo ona jest dla kotów. Zresztą cudnie wygladają w jej barwach, gdy przymykają oczka w rozanieleniu, układają sie na jej gałązkach i grzeją w promieniach słoneczka. To jest po prostu cudne.
Razz
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Sob 19:36, 14 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

eraz czas napisać o Kićku.

Kiciek Gadacz Baryłeczka.
Kiciek jest kotem gadającym. Już pierwszego wieczora, gdy przyszedł do naszego ogrodu, gadał jak najęty. Wrzeszczał, miauczał, słychać go było wszędzie. Od razu przygotowałam mu miseczkę zjedzeniem i wyniosłam pod krzaczek, gdzie siedział. Zjadł od razu wszystko. Niestety Bussy i Szejko zaraz go przegoniły.
Nastepnego dnia historia się powtórzyła. Udało mi się podejść bliżej do Kićka i zobaczyłam, że jakoś tak dziwnie się porusza. Ku mojemu przerażeniu, odkryłam, że nie ma jednej łapy i kuśtyka.Był niezbyt duży, o słodkim łebku i takich przyjaznych oczach. Tego wieczora koty znów go przegoniły. Jednak następnego dnia wzięlam go na ręce i zabrałam do domu. Tutaj Bussy i Szejko próbowały go zaatakować, ale ja twardo Kićka broniłam. Od tej pory Kiciek wchodził do naszego domu, jak do swojego.Gdy tylko przychodził od razu gadał, że jest. Dawałam mu jedzonko, a on dalej gadał, dziękował mi i prosił bym go pomiziała.
Jednak któregoś dnia Kiciek przyszedł w strasznym stanie, cały zakrwawiony i pogryziony. Pojechałam z nim do weta. Dostał zastrzyk przeciw wściekliźnie, leki przeciwzapalne i ogólnie został przebadany. Szczególnie zbadany został kikut łapki, obolały i w strupach. Kiciek jednak wyglądał gorzej niż jego zdrowie i lekarz stwierdził, że po przemyciu ran i podaniu leków, mogę wracać do domu. W ciągu dwóch dni Kiciek prawie wyzdrowiał, ale trzeciego dnia znów zawitał w strasznym stanie. Tym razem jego rany na skórze i kikucie były głebokie i duże, podrapane oczy i krwawiące. No po prostu zapłakałam się na jego widok. Szybko pojechałam z nim do weta, na szczęście nie trzeba było nic szyć, ale Kiciek dostał teraz antybiotyk i maści do smarowania oka. Na zastrzyki z antybiotyku jeździłam jeszcze 4 razy i w tym czasie Kiciek został zamknięty w domu. Nie wypuszczałam go na dwór, bo bałam się, że znów wda się w bójkę z innymi kotami, czy kunami, które są na tym terenie. Efekt był taki, że Kiciek szybko wyzdrowiał i przyzwyczaił się do naszego domu. Stał się pełnoprawnym KOTEM DOMU NA SKARPIE. I tak zostało. Jadał już wspólnie z Szejkiem, sypiał na kanapch i krzesłach, wychodził na spacery do ogrodu i wracał do domu, nie oddalał się. Często przesiadywał obok mnie, gdy pieliłam grządki i stale gadał. Agadał, gdy wchodził do domu, leżał pod stołem, chciał jeść, chciał bym go głaskała, gdy przechodziłam obok niego, a on niby spał, wychodził na dwór, obudził się i musiał o tym poinformować, gdy myłam naczynia, szykowałam jedzenie, siedziałam na kanapie i np. ogladałam telewizję, gdy przychodził do mnie do łóżka. Właściwie stale go było słychać. Każdy, kto do nas przychodził został obmiauczany i musiał się znim przywitać. To jego gadanie miało rózną intonację, delikatną, głośną, natarczywą, strasznie wrzeszczącą, no różną. Po prostu cudny kot. Natomiast jego mruczenie, to zawsze przypominało jadący traktor.
Kiciek został z nami. Zabrałam go do domu do Warszawy. Trzy koty w domu to i tak mało, a Kićka pokochałam i już nie umiałam żyć bez niego.
W ostatnich dniach stycznia 2005 roku przyjechała do nas malutka Camiśka i od razu z Kićkiem chciała się zaprzyjaźniać. Przypasował jej ten kotek jak nic. A Kiciek bardzo chętnie kładł się obok niej na łóżku. Nie raz widywałam jak Cami go liże po pyszczku. Tej zimy wykastrowałam Kićka. Zasikał Basi całą lecznicę, gdy się przebudził. Musiałysmy szybko sprzątać i wymyć go, bo smród był niesamowity. No i Kiciek zaczął tyć. Nagle z małego, drobnego koteczka wyrósł ogromny gruby kocur. Myślałam, że latem na działce, gdzie będzie miał więcej ruchu, odrobinę schudnie, ale gdzie tam. Gruby został i już. Jakoś moje próby odchudzenia go są marne i do dzisiaj Kiciek wygląda jak mała baryłka. Wzięłam się jednak w garść i od dwóch tygodni koty jedzą tylko karmę odchudzającą i pilnuję Kićka, by nic innego nie jadł, a samej karmy jadł niedużo. Może uda mi się go odchudzić do wiosny.
Pomimo iż Kiciek jest strasznie gruby, to potrafi jednak na trzech łapach latać jak szalony. Ucieka czasem przed natarczywością Cami, wskakuje na jej klatkę, albo parapet. Wykonuje też smieszne przewrotki na chodniku, bawi się wiszącą zabawką na oknie, albo przy drzwiach toalety. Także jest dosyć ruchliwy. Jego ulubionym miejscem jest obecnie krzesło w przedpokoju, ustawione zaraz przy drzwiach. W ten sposób widzi, kto wchodzi do domu i od razu wita się głośno. Szczególnie czule wita Karollę, jego miauk jest wtedy cieplutki i zparaszający do głaskania.
Śpi razem z nami, oprócz Szejka i Cami, i nigdy nie było z tego powodu kłótni między zwierzętami. Kiciek rozkłada się jak długi i mruczy niby traktor. A potrafi mruczeć rzeczywiście długo i głosno.
Niestety jest kotem łakomym. I gdy widzi, że szykuję sobie kanapkę, czy inne jedzonko, od razu przylatuje i głośno domaga się jedzenia. Bułka z masłem jest smakowita, a jak jest pasztecik czy szyneczka, to już w ogóle nie mogę się od niego opędzić. A że serce mam miękkie, to czasem mu coś skapnie.
Niestety Kiciek nie poluje na działce. Brak łapy mu w tym nie pomaga. Nie jest tak zwinny jak Szejko. Choć próbuje czasem poganiać za jaszczurkami, a nawet motylkami, to jednak żadnego takiego zwierzątka nie złapał. Może gdy schudnie, będzie szybciej się poruszał i wtedy będzie próbował polować.
W każdym razie Kiciek jest teraz kotem poduszkowo- kanapowo-maiuczącym i przylepą jak żaden z naszych kotów. Do tego wcale się nie boi ludzi. Pójdzie do każdego, by tylko go pomiział za uszkiem.
Jest po prostu słodki i kochany. Mogę go głaskać wszędzie, nawet po brzuszku, co u kotów jest rzadkością. A on uwielbia moje ręce i stale domaga się pieszczot.
Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing Laughing

Wracając do kiciulków, to chcę powiedzieć, że bardzo są kochane. Ostatnio w przedpokoju przy drzwiach wejściowych położyłam chodniczek, by śnieg i błoto nie nosiło się do domu. Dla kotów to nowość. Za to żaden problem. Kiciulek od razu znalazł sobie na nim zabawę i zaczął się ślizgać na chodniczku. Camiśka poczuła się tym zachęcona do zabawy i próbuje go ganiać na chodniku. Efekt jest taki, że oboje mają trudności z utrzymaniem równowagi na nim. Laughing
Ale Szejko wykorzystuje ten chodniczek raczej do pogoni za Bussy czy Kićkiem, choć ten ostatni zaczął zdrową łapką odganiać Szejka z chodniczka. Doszłam więc do wniosku, że ten chodniczek jest nie przeciwbłotny i przeciwśnieżny, ale niestety nakotny, innymi słowy położyłam go po to, by koty mogły się na nim bawić. Laughing Spokój jest jedynie wtedy, gdy wracam ze spaceru z Camiśką lub np. ze sklepu. Trzy koty siedzą wspólnie na chodniczku i mnie witają. Laughing
Powrót do góry
Ola*
Administrator



Dołączył: 08 Lip 2006
Posty: 635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Giżycko

PostWysłany: Nie 6:49, 15 Paź 2006    Temat postu:

Bardzo "obficie" się przedstawiłaś i swoije kociaki. Widać że je kochasz i one za to kochają Ciebie przynosząc upolowane jaszczurki i myszy.U mnie Tygrys też tak kiedys robił ale teraz rozleniwił sie strasznie,wiec mysz mogłaby mu przed nosem przelecieć a on nawet by nie zauważył Smile A tak wogule bardzo urzeka mnie takie dobro w ludziach, bo nie każdy odważyłby się brać koty ze schroniska choć one są przecież takie, jak inne kociaki. GratulujęSmile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Nie 11:14, 22 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Piękne kociaki. Miło Cię poznać.I zgadzam się z Olesią. Napisałaś bardzo obficie o swoich kociakach.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:34, 22 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Dlaczego nie mieć odwagi, aby brać koty ze schroniska? Ja już miałam w domu trzy psy ze schroniska, to na koty też przyszedł czas. A koty tak samo dziękuję za dobroć i miłość, bo jej na równi z psami potrzebują. W moim domu teraz już zawsze będą koty, bo nie wyobrażam sobie życia bez nich. To one po śmierci mojej mamy pomogły mi żyć dalej. Nic mojej mamy nie wróci, ale musiałam się czegoś uchwycić i koty "podały mi rekę". Życie bez zwierzaków jest tak obrzydliwie materialne i puste. A w końcu mamy tylko jedno życie, zwierzaki też.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Wto 8:07, 24 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

napisałaś:

"Wyobraźcie sobie drobną, 4. letnią dziewczynkę blondyneczkę z niebieskimi oczkami, okrągłą buźką, z różowymi kokardkami we włosach. Ta śliczna blondyneczka stoi sobie w drzwiach salonu, jest zaspana, mruży oczka, delikatnie się uśmiecha, a Wy macie niesamowitą ochotę przytulić to maleństwo i ogrzać ramionami. To maleństwo to Bussy, z tą różnicą, że jest rude i ma brązowe oczka, no i nie ma kokardek. Ach no i jest to KOT. "

ja również Witam Cię serdecznie, w pewnym momencie czytając Twoje opowiadanie o kotach poczułam w Tobie bratnią duszę....u mnie wśród znajomych moło kto rozumie , że ja mojego Kaspiego potrafię porównać do małego kochanego dziecka.....
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Wto 14:47, 24 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

No właśnie! Ludzie myślą, że jak masz kota w domu, to musisz być, mówiąc delikatnie "inna". A ja nie uważam się za "inną", tylko nawet za lepszą od tych co nie mają kotów, hm bo oni jeszcze nie poznali życia do końca i nie wiedzą , że obcowanie z takimi zwierzakami jak koty, jest po prostu wspaniałe, uspokajające, budzące miłość i zrozumienie, buduje nasz charakter. Dlatego uważam,że dzieci powinny jak najwięcej przebywać ze zwierzętami, z psami i kotami w szczególności.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Wto 14:56, 24 Paź 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

świete słowa:)
Powrót do góry
Ola*
Administrator



Dołączył: 08 Lip 2006
Posty: 635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Giżycko

PostWysłany: Wto 17:44, 24 Paź 2006    Temat postu:

Oo właśnie. Wiele ludzi uważa że kot tylko brudzi, wszędzie zostawia sierść i trzeba po nim sprzątać. Ale to wcale nie prawda bo kota nie trzeba myć... on umyje się sam, a jest właśnie przyjacielem

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Wto 14:30, 07 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Wielu ludzi kotów nie lubi, albo tak mówią, bo ich nie znają Wink W każdym kocie jest coś tajemniczego, pięknego, i tyle miłości. Może i prawda że kot ma czasem "własne zdanie" i nie pójdzie na wszystko tak jak np. pies, ale ludzie to by chcieli panować i że kot akurat nie ma ochoty leżeć na kolanach to się obuzają. A jeśli zdobędzie sie zaufanie kota to on okaże sie naprawdę wspaniałym przyjacielem.
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Pon 23:37, 13 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Wstawię kilka zdjęć moich kotów w domu i na działce.









Powrót do góry
Ola*
Administrator



Dołączył: 08 Lip 2006
Posty: 635
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Giżycko

PostWysłany: Wto 15:19, 14 Lis 2006    Temat postu:

o ładnie! piekne koteczki

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Wto 15:20, 14 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

zgadzam się piękniusie:)
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Śro 23:22, 15 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

To jest banda trzech kotów, rozrabiają okropnie, a Kiciek podarł już swoje stałe miejsce przy drzwiach i muszę coś z tym zrobić. Kupię chyba mocniejszy materiał i obiję tym jego siedzisko. Mieszkanie po generalnym remoncie, ale nadaje się właśnie znów do remontu hihihi, bo zwierzaki jednak trochę brudzą nie?! Ale za to na działce mamy luz!!!!
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Czw 8:47, 16 Lis 2006    Temat postu: Zmień/Usuń ten post

Zgadzam się z wszystkimi. Ja także nie rozumiem ludzi, którzy "mówią, że nie lubią kotów", a jak się ich zapyta dlaczego, odpowiadają "nie wiem..po prostu nie lubię". Tacy ludzie tak naprawdę nie wiedzą, czy je lubią, czy nie. Gdyby mieli kota, zmieniliby zdanie.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Koty- śliczne cudeńka Strona Główna -> Nasze Koty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Możesz usuwać swoje posty
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin